Czy policyjna łączność w USA powinna być upubliczniana?

Skaner radiowy firmy Uniden


W czasie, gdy amerykańscy policjanci poszukiwali podejrzanych o dokonanie zeszłotygodniowego zamachu bombowego w Bostonie, dziesiątki tysięcy ludzi nasłuchiwały ich łączności radiowej w Internecie, na bieżąco komentując przebieg zdarzeń na serwisach takich jak Twitter, Facebook i Reddit. Pojawiały się tam nie tylko liczne i mało precyzyjne skrawki informacji, lecz co gorsze, także relacje o czynnościach aktualnie prowadzonych przez funkcjonariuszy, a to narażało ich na potencjalne niebezpieczeństwo.



W zdecydowanej większości amerykańskich stanów prawo przyzwala na korzystanie z urządzeń odbiorczych celem nasłuchu na częstotliwościach policyjnych. Jest to traktowane jako element przejrzystości funkcjonowania służb państwowych. Jeszcze przed kilkoma laty przeciętny obywatel USA mógł posłuchać łączności lokalnej policji i innych służb tylko za pomocą odpowiedniego odbiornika, na przykład skanera radiowego. Obecnie w Internecie można znaleźć liczne serwisy retransmitujące na żywo łączność radiową amerykańskich służb bezpieczeństwa publicznego, lotnictwa, kolei i żeglugi. Użytkownicy skanerów radiowych i innych odbiorników udostępniają je w sieci, dzięki czemu w dowolnym zakątku świata można posłuchać korespondencji radiowej konkretnej jednostki policji z USA, czy lotniskowej kontroli zbliżania. Największym z takich serwisów jest Broadcastify, udostępniający ponad 3000 retransmisji z całych Stanów.


Nie jest zaskakujące, że gdy trwały poszukiwania domniemanych sprawców zamachu, internetowe retransmisje łączności na kanałach bostońskiej policji przeżywały oblężenie — słuchało ich kilkadziesiąt tysięcy osób. Jednocześnie w serwisach społecznościowych na bieżąco relacjonowano czynności prowadzone przez funkcjonariuszy, między innymi aktualnie przeszukiwane budynki. Z tego powodu 19 kwietnia na twitterowym profilu bostońskiego departamentu policji pojawił się apel o zaprzestanie ujawniania pozycji funkcjonariuszy.


Przy okazji rozgorzała dyskusja o zasadności i konsekwencjach publicznego dostępu do korespondencji radiowej służb bezpieczeństwa publicznego. Z jednej strony pozostaje to w zgodzie z typowo amerykańskim “patrzeniem władzy na ręce”, lecz przykład z ostatnich dni pokazuje, że może również wprowadzać dezinformację wśród społeczeństwa i utrudniać pracę służbom. Wprowadzenie ewentualnych regulacji prawnych w tym zakresie nie byłoby łatwe, właśnie ze względu na wspomniane dwie strony tego medalu. Na razie jednak funkcjonowanie serwisów takich, jak Broadcastify nie jest w USA zakazane (pomijając bardziej restrykcyjne przepisy w kilku stanach). Służbom pozostają więc apele na Twitterze i liczenie na rozsądek obywateli.



Źródło:www.popsci.com, własne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

radioexpo

Aktualności

Zobacz również

Pytania? Zadzwoń